26 lipca 2017

VIII. Nieodporna


When you left this town, with your windows down
and the wilderness inside
let the exits pass, all the tar and glass
'til the road and sky align

The strangers in this town,
they raise you up just to cut you down
oh, Angela, it's a long time coming.

Każda rzecz, każda najmniejsza czynność wykona w scenerii, którą obserwowałam, działa się niemożliwie szybko. Sasuke przytrzymał broń Naruto, wycelowaną w swoją stronę, przemykając tuż przed nią i lądując w lekkim przygarbieniu u boku przyjaciela. Uzumaki spojrzał kontrolnie, by przeanalizować ten ruch z niebezpodstawnie zdezorientowanym wyrazem twarzy. Prawdopodobnie gdyby nie posunięcie Uchihy, który minął blondyna i ruszył przed siebie, jego kontemplacja zajęłaby mu dłuższą chwilę. Gdzieś z oddali dobiegło mnie poirytowane cmoknięcie skupionego na wrogu Shikamaru, którego to słowa zmieniły bieg wydarzeń i odbite echem po całej polanie, dotarły do uszu wszystkich i wywołały zamęt.
Starałam się ukryć wszelkie zaskoczenie, choć zdawałam sobie sprawę, że już nie tylko nie stanowię obiektu kontrolnych, podejrzliwych spojrzeń, ale także nie ja byłam zaszokowana takim obrotem wydarzeń. Moje rozszerzone powieki przyglądały się jedynie plecom Sasuke, okrytym przez czarny, długi materiał, który tańczył w powietrzu i pozostawiał za sobą powalonych na ziemi ludzi.
Pieprzony zdrajca – wyrecytowała dziewczyna pod nosem niczym nieme hasło. Czekoladowe oczy zaiskrzyły dziko, mrużone w zwężających się powiekach. Zdążyła oderwać ode mnie wzrok, by momentalnie przybrać pozę gotowości do walki. Wysunęła zza pasa cienką, srebrną katanę i ściskała ją w ręku, wodząc źrenicami za swoim celem, który bezustannie mknął w jej kierunku, zgarniając przy tym należne żniwo. – Bierzcie tylko Uchihę.
Czarny orszak ruszył przed siebie. W międzyczasie Juugo odepchnął mnie ciałem, chwytając za ramiona jak lalkę i przycisnął do siebie, uskakując w rząd buków ze mną w swoich objęciach. Za jego plecami opowiedziały się sylwetki Suigetsu z bronią w ręce oraz Karin.
Postawił mnie na ziemi, kiedy odruchowo i w niezręcznej bliskości naparłam palcami na jego wyrzeźbione ramiona. Nie byłam w stanie wydukać należnych mu słów wdzięczności, przekazując je jedynie w spojrzeniu, które utrzymał ze mną na moment. Tym samym jednoznacznie przekazał mi, bym nie ruszała się z miejsca. Że nie powinnam ingerować, jakkolwiek bym nie chciała. Że namieszam. I że moje ustępstwo nie będzie znakiem słabości, a przejawem rozsądku.
Byłam jednak rozdarta. Pomiędzy tym co widziałam, a tym czego wcześniej doświadczyłam. Choć najwidoczniej cała sytuacja stawała się coraz bardziej klarowna, z emocji uginały mi się nogi, a grunt pod nimi jakby miękł mi na dodatek. Czułam się niestabilnie, emocjonalnie i fizycznie.
Wyrwał mnie z tego jedynie świst pędzącej w moim kierunku, wystrzelonej z czyjejś dłoni broni. Juugo odparł ten rzut bez problemu, przysłaniając mi widok swoim ciałem. W ułamku sekundy dostrzegłam kontrolne spojrzenie Sasuke, mknącego pomiędzy postaciami, padającymi po jego przejściu na ziemię, mimo że jego ataki sprawiały wrażenie jedynie delikatnych muśnięć. Sunął przed siebie opanowany, kiedy zorientowałam się, że zbliża się w kierunku tej jednej, nieznanej mi kompletnie dziewczyny, ściskającej miecz w zupełnej gotowości.
Z wściekłością w szklistych oczach, pogardliwie oblepiała wzrokiem twarz Sasuke. Spośród jęków obolałych pobratymców, ona jedynie dyszała ciężko, unosząc wysoko klatkę piersiową i kościste barki, a krótsze kosmki lepiły się do jej czoła. I kiedy przerzucała brązowy warkocz na plecy, jej odsłoniętą szyję dopadła blada ręka Sasuke. Zacisnęła się wokół niej, przytwierdzając przy tym nieruchomo do drzewa, pozbawiając ruchów i jakiegokolwiek wyjścia z tej sytuacji. Dziewczyna wykrzywiała buzię, z trudem przełykając ślinę. Kciuk Sasuke naciągał jej skórę i wykrzywiał prawy kącik wargi w dół. Straciwszy swój naturalny, śliwkowy kolor, coraz bardziej sine i wyschnięte, tworzyły nieprzyjemny dla oka grymas.
Sasuke... – upominający krzyk Naruto dobiegł zza pleców. On jednak, jak gdyby na dokładkę zacisnął palce na krtani i przytknął do niej ostrze katany. Jej czubek delikatnie niknął w cieniutkiej warstwie naskórka, nie naruszając jej struktury.
Przestań, Sasuke! – powtórzył Naruto z naciskiem w głosie, zrywając się do biegu. Ściągnął brwi ze sobą i uporczywie przypatrywał się poczynaniom przyjaciela.
Obserwowałam, jakiej koneksji z Sasuke w tamtej chwili doświadczała. Jak niebezpiecznie blisko twarzy kunoichi znajdowały się jego usta. Jak bardzo brzydziła się i bała zarazem jego ruchów, chcąc odtrącić, odsunąć go od siebie. Jak napinała dłonie i starała się pochwycić którąkolwiek część ciała, by zahaczyć o nią paznokciami i zadrapać ją. 
Jak bardzo nie wiedziałabym, jak zachowałabym się na jej miejscu. 
Jak bardzo byłam chora w tym uczuciu. 
I tego, jak bałam się ruchu któregokolwiek z nich i nie wiedziałam, za czym biegną moje myśli. A najbardziej w momencie, w którym przysunął twarz do jej własnej, by po chwili ją wyminąć i szepnąć jedynie do ucha. 
Kiedyś powiedziałbym, że też chcę zobaczyć, jak walczysz o wszystko. Masz szczęście, dziewczyno.


Sterczałam samotnie na tarasie chaty, w której odbywało się coś na zasadzie oficjalnego, choć dość kameralnego przyjęcia Sasuke. Ino wyciągnęła mnie na moment, żeby sprzedać mi kilka nowych informacji dotyczących jej życia prywatnego i szczegółów dotyczących Sai’a oraz przy okazji wypytać o moją nieobecność. Doszczętnie bowiem unikałam jej do tej pory od powrotu do Liścia, siedząc zamknięta w czterech ścianach swojego domu. Podciągnęłam to pod rodzicielski szlaban, który poniekąd był prawdą, bo wyglądali na śmiertelnie przerażonych jeszcze kilka godzin po moim powrocie do domu. Nikt bowiem nie wiedział, co się ze mną działo i gdzie podziewałam się przez cały czas, do momentu pochwycenia wszystkich shinobi Toniki i powrotu do Wioski. Sam Kakashi wysłał za mną jedynie niewielki oddział ANBU, któremu nakazał omijać okolice ustalonej wcześniej siedziby Sasuke, przez co każdy z patroli przychodził bez nowych wieści. Z kolei od momentu mojego najścia kryjówki, chłopak nie mógł posłać nawet sokoła z wiadomością do Hokage, w którym poinformowałby go o moim przyjściu.
O całej misji zresztą wiedzieli tylko oni, a dla zwiększenia szans jej powodzenia Uchiha podzielił się tą informacją jedynie z pozostałą trójką byłej Taki. Poza tym kręgiem, misja miała ściśle zamknięta dla osób z zewnątrz, a dodatkowo etap, w jakim ją zastałam, był zwyczajnie zbyt zaawansowany i ryzykowny na wtajemniczanie kolejnej osoby. Byliśmy bowiem w tym czasie pod permanentną obserwacją, o czym zresztą na każdym kroku upominał mnie Sasuke, bo jego ostrożność momentami bywała wyjątkowo nadgorliwa i tym też tak dobrze uplasowała się w mojej pamięci.
Problem leżał w tym, że Kakashi nad wyraz pragnął poznać zamiary Toniki od środka. Zamiast uderzać w niewielką grupę shinobi, jakimi dysponowała, pragnął zwyczajnie pojąć ich zdanie i punkt widzenia, jakim obierają sobie Liścia za wroga. Zdobyć informacje i ewentualnie w efekcie, sojusznika w nich samych.
W tym kierunku prawdopodobnie też to właśnie zmierzało. Przesłuchania trwały już bowiem kilka dni i choć upór niektórych z nich był wyjątkowo przykładny, wszystko zmierzało raczej w dobrym kierunku. Sprawa nieco inaczej prezentowała się ze mną.
W konsekwencji nie miałam jak wybrnąć prze przyznaniem się do czegoś, co prawnie podpinało się pod miano ucieczki z Wioski, a mnie honorowało przez ten czas tytułem zdrajczyni. Tsunade, z powodu mojej nieobecności i zaniedbania obowiązków, przydzieliła mi nadgodziny w szpitalu, które wyrabiać miałam planowo cały miesiąc, jednak w praktyce z pewnością miało się to wydłużyć o kolejny, bo ilość obowiązków, jakie celowo na mnie nałożyła, były nie do wykonania w tak krótkim terminie. Kakashi z kolei przypieczętował mi nakaz opuszczania Wioski na czas dodatkowymi zmian w szpitalu, zupełnie tak, jak gdybym miała odpukać jego karę tylko pod naporem tej pierwszej. Miałam wrażenie, że nie chciał w żadnym wypadku stanąć mi na drodze, gdybym jednak chciała lub też była zmuszona to zrobić. Czułam nienamacalną nić porozumienia z jego strony. Problem leżał jednak w innym punkcie, a raczej człowieku. Sasuke nie orzekł jeszcze bowiem, kiedy ponownie zamierza opuścić Wioskę. Wszystko stało pod znakiem zapytania, jednak sprawiało wrażenie rzeczy stuprocentowo pewnej, mimo że nikt jeszcze nie poruszył tego tematu, a Uchiha nie wspominał do tej pory ani słowem. Nikt nie miał pojęcia, co teraz zrobi.
Przyciskana klamka zaskrzypiała, a drzwi zatrzasnęły się cicho. Niemal od razu dostrzegłam czarną pelerynę, którą wiatr podesłał w moją stronę, muskając przy tym skórę łydki. Nim jednak zdążyłam się obejrzeć, oddalił się ode mnie w sposób naturalnie płynny i szybki. Zszedł po kilku drewnianych stopniach na piaszczystą drogę i dreptał jej śladem.
Uciekasz ze swojego przyjęcia powitalnego, Sasuke? – zaczepiłam nieco drażniącym go w moim głosie śladem ironii i półuśmiechem na twarzy. Sprawiał wrażenie ulatniającego przed co najmniej tysięcznym tłumem. Prawdą było, że jego ostatnie lata polegały na wymykaniu się do samotności i odosobnienia tak, jak gdyby naprawdę tylko tam pasował. Jak nie człowiek, żadna istota stadna, a dziwny rodzaj wyjątku. Niechętnie, ale coraz częściej przekonywałam się, że może naprawdę to do niej przynależy i nie wypada tego porządku zakłócać ani mi ani nikomu innemu, chyba, że on sam zdecyduje inaczej. Z kolei druga część mnie równie mocno zapierała się myśli, że to jakaś część złudzeń każe mu myśleć i funkcjonować w ten sposób, nie wiedząc, że to błędne koło i nieczytelne, zgubne uczucie, które prowadzi donikąd i pozostawia uczucie pustki, w którym ciągle tkwi.
Chciałem się przewietrzyć licząc, że dotrzymasz mi towarzystwa – odpowiedział, stając okrakiem na środku drogi.
Odruchowo poderwałam się znad balustrady, o którą opierałam się dobre kilka minut. Przywarłam jednak do niej palcami jeszcze na moment, powstrzymując się od naturalnych dla mnie, łapczywych ruchów, którymi miałam ochotę zawsze rzucić się biegiem w jego stronę, jak robiłam za każdym razem jeszcze kilkanaście lat temu. Miałam wrażenie, że nigdy nie wyzbędę się tego głupiego nawyku, tej wrodzonej porywczości w kwestii tego jednego człowieka. Że zawsze moje ciało będzie rwało w jego stronę jak magnes, bo przyciąga mnie w jego stronę jakaś nieoceniona energia. Chciałam jednak stwarzać pozory, że w jakiś sposób z tego wyrosłam. Najlepiej, że to my dorośliśmy. Oboje.
Odepchnęłam się od drewnianych belek, przeciągając ten proces w czasie i rzucając przelotne spojrzeniem na wypchaną skromnym gronem chatę. Pomysłodawcą tego spotkania był naturalnie Naruto, któremu chyba najbardziej zależało na tym, by nie tylko on, ja czy Kakashi, chcieli wierzyć w wiarygodności intencji i zmiany Sasuke. Ponad wszelką miarę pragnął, żeby inni przekonali się o tym na własne oczy tym bardziej, że ostatnia misja wymuszała naruszenie jego wiarygodności.
Myśl przecięła mnie jak iskra, bo odruchowo zwolniłam, chcąc uniknąć konfrontacji, gdybym tylko w jakiś sposób miała nawiązać do rozmowy dotyczącej tej misji. Choć wiedziałam, że jej nie uniknę, nie byłam na nią jeszcze gotowa.
Albo też nigdy nie miałam być.
O czym myślałaś? – zapytał, kiedy tylko znalazłam się u jego boku i postawiliśmy przed siebie kilka kroków. Ręce splątane miałam na podbrzuszu i nawet nie kontrolowałam tego, jak uporczywie wpatruję się w ziemię i milczę, zdradzając swoje zamyślenie.
Aż tak nie podoba ci się ten wieczór? – wypaliłam, niezupełnie bezmyślnie, aczkolwiek żałowałam swoich słów zaraz po ich wypowiedzeniu.
Zbywasz mnie czy to to, co właśnie analizowałaś? – odpowiedział z pewną dozą cwaniactwa, wrodzonego w jego głos.
Zastanawia mnie dlaczego odchodzimy na taką odległość od tego miejsca – stwierdziłam, wyceniając może piętnasty metr w szybkim spojrzeniu za siebie.
Nie lubię tłoku – odparł po kilkusekundowym milczeniu.
Jego oczy w dziwnym skupieniu badały przestrzeń, po której szliśmy i tej nad nami, okalanej doszczętną czernią. Niebo było tej nocy bezchmurne.
To zaledwie dziesięć osób – zauważyłam, śmiejąc się pojedynczo pod nosem. Nie wiem, czy nie zdradzałam się tym samym, bo jednocześnie czułam, że mój chichot jest wyraźnie nerwowy.
Musiałem odetchnąć. Ty widocznie robiłaś to samo – dopowiedział szybko.
Tak – odparłam cicho, patrząc przed siebie. – To prawda.
Nie odpowiedziałaś mi, Sakura – zaczął znowu. Zagotowało się we mnie, a jednocześnie uderzył mnie powiew chłodnego, majowego wiatru. Widok przed oczyma zlał się w jedno. Musiałam nie tylko okiełznać i wyrównać oddech, ale także zlepić sensowne zdania, a nie wiedziałam nawet od czego zacząć. Co powinnam powiedzieć najpierw.
Przepraszam. Za wszystko, Sasuke – wydukałam najpierw. Przełykając niedyskretnie ślinę, poprawiłam kosmyk włosów i zaciągnęłam go za ucho, kontynuując. – Za wszelką cenę nie chciałam, żebyś znowu wybrał źle. Naraził się Wiosce, ludziom. Żebyś znowu nie uciekł...
Martwiące byłoby, gdybyś to pochlebiała.
Martwiące jest to, że potrafiłabym – wtargnęłam prawie mu przerywając.
Miałam wrażenie, że uśmiechnął się delikatnie i przecząco pokręcił głową. Jak gdybym była dzieckiem, pojmującym świat na swoją miarę i dorosły odpuszcza tłumaczenie faktycznego stanu rzeczy.
Nadal mi nie odpowiesz? – zbył mnie nagle, dopytując. 
Nie chciał żadnej z tych, które właśnie z siebie wyrzuciłam. Którymi upokorzyłam przed nim w jakimś stopniu swoją osobę i obdarłam z kolejnych warstw godności.
Nie przyszedłeś, Sasuke, tak jak obiecałeś. A mogłeś, chociaż na chwilę, jedną, małą chwilę...
To nie jest odpowiedź na temat – upomniał mnie. Jego głos był niski, przesycony być może nieświadomą nawet złością. Niecierpliwił się, że mówię, jak zwykle zbyt wiele i pewnie całkiem dla niego chaotycznie.
– ...więc ja przyszłam do ciebie, bo tego potrzebowałam – dokończyłam, już na temat. Z pewnością, bo miałam dziwne wrażenie, że te z przyznawaniem się do głębszych, wstydliwych uczuć w jakiś chory sposób go satysfakcjonowały.
Zachowałaś się jak dziecko.
Ciężko było mi zachować zdrowy rozsądek po tym, co widziałam tamtego wieczora w lesie.
Przez umysł przeleciały mi miliony obrazów i scen, kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy od dłuższego czasu. O dłuższych, kruczych włosach, zbrudzonego piachem i nieprzytomnego przez kilka sekund. Suigetsu, Juugo. Sasuke, wypowiadającego imię Karin w wołaniu o pomoc. A potem ją samą, wyłaniającą się zza półmroku połaci drzew.
Deklarujesz więc, że wtedy we mnie zwątpiłaś ?
Bałam się. Zupełnie tak samo jak Naruto – skomentowałam. – Przybyłam tam po to, żeby to sprawdzić i przeciągnąć cię na właściwą drogę.
Bez względu na czas, siły, krew. Wszystko.
Albo przeszłabyś ze mną na złą stronę. Wystarczyłoby jedno moje słowo, prawda?
Spoglądał na mnie uważnie. Widziałam to kątem oka, bo nie byłam w stanie obrócić szyi w jego stronę. Oczy momentalnie zaszły mi łzami. W gardle poczułam dziwne pokłady niezrozumiałej mi nienawiści, której miałam ochotę pozbyć się krzykiem i pognać przed siebie, byle tylko więcej nie dać doprowadzić się do tego stanu. Byle chociaż nie widział, że znowu przez niego płaczę. 
Po chwili, bez mojej kontroli, dwie łzy ciurkiem przetoczyły się po policzka, a ja strząchnęłam je pośpiesznie, kiedy tylko na moment przekręciłam głowę w przeciwnym do niego kierunku. Nawet nie zauważyłam, kiedy stanęłam w miejscu. Nie wiedziałam, jak opanować ciało. Całe wrzało i miało ochotę wyżyć się fizycznie na wszystkim, co miało tylko na drodze. Obdarowanie uderzeniem aroganta również mogłoby odjąć mi sporej ilości duszonej w sobie wściekłości, o ile stałby w miejscu i nie bronił się przed atakiem.
Kto normalny po tym wszystkim byłby w stanie poświęcić się dla mnie tak bardzo jak ty, Sakura?
Ton Sasuke, tak wyjątkowo ciepły i spokojny był nie tyle niepokojący, co nietypowy i sprowokował mnie do raptownego zwrócenia głowy w jego kierunku. Księżycowa łuna z pewnością zdradziła swoim światłem ślady, jakie zaznaczyły spływające wcześniej krople. Choć stał w półcieniu, a jego twarz przysłaniało mi jasne światło satelity, widziałam jak uśmiecha się do mnie i obdarowuje mnie wyrozumiałym spojrzeniem. Jego wyraz twarzy pozbawił mnie poprzednich skrajnych emocji, wtłaczając na ich miejsce nowe  równie ekstremalnych i burzliwych. Czułam, jak rosnę, jak serce bije mi mocniej, jak wlewa się we mnie ciepło, jakie przed chwilą słyszałam w jego słowach. Oblizałam sklejone suchością usta i przełknęłam głośno ślinę, kiedy jego wygięte łukowato wargi zniknęły mi za jego sylwetką. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zakomenderował jedynie. 
Wracajmy do środka, Sakura.




Machnęłam to naprawdę szybko i równie szybko sprawdziłam. Fakt, że to chyba ten prawie dwumiesięczny, narzucony sobie odwyk od pisania sprawił, że w ciągu zaledwie dwóch większych przysiądnięć napisałam większość, to też o tyle dobrze, bo nie mam jeszcze na to za bardzo czasu. Poza tym, zmieniła mi się nieco koncepcja i chyba nie zamknę tego bloga tak szybko, jak miałam – chciałam się go troszeczkę pozbyć za dwa rozdziały, bo zauważyłam, że nadal nie mogę przemóc się do tego świata przedstawionego, który chcąc nie chcąc wymusza pewien sposób pisania. Mam na myśli ogólnie kwestię shinobi, jakichś walk, których nie umiem opisywać itp., no nie. Choć czuję, że piszę w stylu nie do końca moim, nie umiem go jakby zmienić, modulować nim, KUMACIE? Ale jako żeee dobiłam do momentu, do którego kiedyś bardzo mocno chciałam, to w sumie… po co to tak szybko to ucinać? Przedłużę im bajerę, to mam na myśli. 
I wracając, chodzi o to, że nadal zajmuję się tym cholernym licencjatem, więc nawet wypada nie poświęcać mi na to aż tak wiele czasu. Możecie uznać to za wymówkę xD

21 komentarzy:

  1. Podjarana UM za dni, podjarana UM w nocy. Czekaj, muszę się otrząsnąć, bo jestem tak szczęśliwa, że zaraz się chyba rozpłacze. Wiesz, ja bardzo uczuciowa jestem xDDD
    Ten fragmencik:
    "Jak bardzo nie wiedziałabym, jak zachowałabym się na jej miejscu.
    Jak bardzo byłam chora w tym uczuciu. "
    Wywołał u mnie bardzo złe myśli. Tłumacząc. Wydaje mi się, że ona by się protestowała. Kurde nawet pozwoliłam sobie myśleć, że jej by się to spodobało. Jak bardzo jestem popierdolona?
    A później to jak on wyszedł z tego przyjęcia i zaproponował jej pójście z nim. Ja się tak podnieciłam tą sceną, że to aż nieprzyzwoite! Dalej już było tylko lepiej. WŁAŚNIE TAK MORDO. DAWAJ DUŻO TAKICH SCEN. Nasycisz nimi moje wewnętrzne pragnienie rozkosznego SS na lata!
    Buduj tę ich relację. Powoli, spokojnie. A jeśli tak będzie Ci łatwiej skup się tylko na tej dwójce.

    Nawet nie wiesz jaką radość mi ta ósemeczka sprawiła. WIELKĄ, CHOLERNIE!
    UWIELBIAM UM, UWIELBIAM TWOJE SS
    idę się rozpłynąć w radości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XDDD
      TAK, TO ONA, NIE TY. MAM O NIEJ TO SAMO ZDANIE. XD
      Ja wiem, ja chcęęę. Czekałam właśnie na ten moment, w którym będę mogła zrzucić z Sasuke te dotychczasowe niesłuszne oskarżenia odnośnie jego zachowania i ukierunkować je już tak WŁAŚCIWIE. I do tego zająć się totalnie nimi.
      MIMIMI, DZIĘKUJĘ BLUE. Serioszka, mam nadzieję, że nie zawiodę.
      <3

      Usuń
    2. Co Ty Ziom, never ever ;p
      Taka piosenka nawet GOT7 jest xDD Kpopik pierdzielony
      bez komentarza

      Usuń
    3. co ja piłam jak to pisałam? -.-

      Usuń
    4. XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
      Też się nad tym głowiłam, nic nie wykombinowałam i postanowiłam nie odpisywać. XDDD Ale jak tak teraz patrzę, to jednak rozumiem, tyle że fakt, jakiś Desperados z tego wypływa.

      Usuń
  2. Tęskniłam za Tobą Adriemmer. I bardzo, ale to bardzo się cieszę, że wróciłaś.
    Końcówka bardzo mi się podobała. I jestem nią zauroczona.
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.
    I nie martw się, wszystko się ułoży
    Pozdrawiam
    Mamiko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeeej <3 Dziękuję za ciepłe słowa i przyjęcie po kolejnej, dłuższej nieobecności, są cholernie pocieszające. Cieszę się, że końcówka się podobała - w zasadzie to właśnie ona miała najbardziej. :-D
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  3. Pochlałam.
    Ale informuję, że żyję więc mogę napisać Ci kom. xD
    ...
    No cudo! Najlepsza notka na Twoim blogu jak do tej pory. Wreszcie mam obraz psychologiczny Sakury, jej lęki i obawy. To że sama przyznała przed sobą, że w sumie na jedno słowo Uchihy mogłaby przewartościować całe swoje życie. No i Saske nie jest chujem! :D
    Moja teza o tym, że chronił Haruno przez trzymanie jej na dystans była trafna. Niezmiernie mnie to cieszy.
    Od strony warsztatowej nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Tak jak mówiłam - najlepsza notka jak do tej pory, również pod tym względem. Bardzo lekko się czyta.
    Jedna jedynie rzecz mnie zastanawia. Saske znał babkę z warkoczem, co można wnioskować po tym co po niej powiedział kiedy trzymał ją za gardło.
    Co mogę jeszcze powiedzieć? Sama aranżacja rozmowy i zmiana stosunku Saske do Sakury w sposób bardzo płynny, aczkolwiek całkowicie uzasadniony po prostu mnie urzekła. Minęło niebezpieczeństwo niepowodzenia misji, więc minęła gburowatość Uchihy. (tzn nie do końca, ale bez tej odrobiny Saske nie był by Saske :D)
    W zasadzie konwencja shinobi w tym opowiadaniu już średnio obowiązuje. Po wojnie nastały czasy pokoju. Ta Tonika to rozumiem wyjątek, bo sam Kiszi tworzy obraz świata bardziej nastawionego na rozwój gospodarki i przemysłu, a nie na walki wiosek (patrz: Boruto).
    W ogóle jedna bardzo istotna spawa... GDZIE JEST KARIN? :O

    Jednym słowem: WIIINCYJ!
    https://tylkomirko.pl/imgs/5227c50625e22_1378338054_by_Al_Bundy.jpg

    Pozdrawiam
    Konan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, KRÓLOWO, SIEMA. XD
      <3
      Cieszę się, że w jakiś sposób, bo w zasadzie nieświadomie, dałam to, czego Ci tutaj brakowało. Wydawało mi się, że w sumie wykładam aż zanadto myśli Sakury na piedestał, ale widocznie nie skupiałam się na wszystkim, skoro zauważyłaś luki. Czaaad
      Hm, możliwe, że napomknę o tej lasce z warkoczem gdzieś jeszcze w ich rozmowie, więc w sumie powstrzymam się od tłumaczenia, żeby się nie powtarzać. :-D To samo w sumie tyczy się Karin, o niej będzie na stówkę.
      O RANY, naprawdę się cieszę, bo jesteś bardziej obiektywnym czytelnikiem ze względu na to, że średnio lubujesz Uchihów, w tym samego Sasuke. To, że przekonuje Cię ta rozmowa i prawidłowo odczytujesz fakt, że robił to wszystko z troski o nią, naprawdę... naprawdę mi schlebia. XD
      weź mnie to Boruto

      Usuń
  4. "(...)– Kto normalny po tym wszystkim byłby w stanie poświęcić się dla mnie tak bardzo jak ty, Sakura?
    Ton Sasuke, tak wyjątkowo ciepły i spokojny był nie tyle niepokojący, co nietypowy(...)"

    Zlapalas mnie tym za serce 👆💖

    Ale !!! Dwa miesiace... ja nic nie narzekam ale bloga od nowa bd czytac i nie waz mi sie nawet gdziekolwiek pisac, wspominac ze mialy byc jeszcze dwa rozdzialy i end . O nie,nie,nie!!! Ja yego nie widzialam.
    Jak dla mnie wtedy blog bylby za krótki, jednak czegos by brakowalo a naprawde nie wiem jak ty chcialas to zmiesciec tylko w dwóch rozdziałach?!

    Kwestia shinobi. Oł jeee, to cholernie trudne, ja juz z daleka widze ze bym lezala i kwiczala . Przebrnelas przez to jest git chociaz wyczuwa sie w tekscie ze ciezko ci sie to pisalo no ale dałaś rade yatta 🙌

    Późno ale jest! Coz nie moglam odpuscic i w sumie to ledwo widze ale musialam dac ci znac ze przeczytalam i zostalam znow zachecona do meczenia ci pupy😀

    Kumasz ? To "kumasz" to mnie przesladuje kumasz nieee? Jak.nie to luzik arbuzik cytujac Blue Bell
    Czekammmmm !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HIHI, TROCHĘ MIAŁO ZŁAPAĆ!
      Wiem, wiem, że za krótki, bo rozdziały są śmiesznie małe. Ale trochę taki był plan, trochę się pozmieniało i sama nie wiem, na ile uda mi się to wydłużyć, bo nie chcę też tworzyć na siłę. Nie mniej jednak czuję powinność rozciągnięcia tego na nieco dłuższy dystans niż zaledwie dwa rozdziały. :-D
      Hahah, ja w sumie to lubię jak tak męczysz . Poważka. Buziaki :*

      Usuń
  5. Wchodzę, a tu nic ni ma. I proszę mi się tu licencjatem nie zasłaniać.
    To jest wręcz brutalne gdy zostawiasz komuś niedosyt w pół historii i to w takim momencie.
    Aaaaaaa. Pisaj. :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pół historii? NO JA NIE WIEM, NIE NASTAWIAJ SIĘ, ZIOMKO. XD
      Sory, też chciałabym nie mieć tego problemu i nie zostawiać Cię tak brutalnie, ok. Każą mi :-(

      Usuń
    2. JA JESTEM NASTAWIONA. TAKŻE WIESZ... XD

      Usuń
  6. Coooooo, to już ostatni? Gosh. Najgorzej. Akurat wtedy, gdy z Saska wyszły jakieś ludzkie uczucia, to musiałaś skoczyć. Przyznaj, że masz z tego jakąś mroczną satysfakcję XD
    Okej, to tak. Generalnie z początku bałam się, że to będzie kolejna historia po wojnie, gdzie Saska nie ma, Sakura tęskni, narzeka jaki on jest zły, niedobry i w ogóle be i wszystko jest tak oczywiste, że to aż boli. A tutaj czekało mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Serio. Mocno szanuję to opowiadanie.
    Strasznie spodobała mi się postać dziewczyny z Toniki. Jest taka, aj. No wszystko ma na miejscu, a jednocześnie nie jest przesadzona w swoim chłodnym baddasowaniu.
    Jak najbardziej zostanę z tym opowiadaniem. Znaczy to mniej więcej tyle, że przybył ci nowy czytelnik :D
    Pozdrawiam!
    Sheeiren Imai

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XDDD MOŻE TYLKO TROCHĘ, chociaż właśnie o wiele gorzej czułam się z tym, że Sasuke w waszych oczach przez pozostałe rozdziały wyglądał na buca. Strasznie chciałam dobrnąć do tego momentu, żeby już nie musieć go tak oczerniać, okropnie. xD
      Cieszę się, że w jakiś sposób udało mi się nie powtórzyć schematu, o którym mówisz, naprawdę, bo wbrew pozorom bardzo mi na tym zależy. Fakt, że staram się trzymać kanonu i to tak jakby moja wizja ich przyszłości nieco mnie ogranicza, przez co fabuła nie jest jakoś górnolotna, a akcji tu tyle co nic, to cieszę się cholernie, że tak sądzisz.
      Powiem, że wbrew pozorom mi się też strasznie podoba. Choć może nie tyle jej kreacja, co wygląd, bo w głowie nachodził mi twarz, strasznie podobna do tej lalki z My Scene - Chelsea. XDD Nie wiem czemu, serio.
      Aaaaaaj, Sheeiren, dziękuję za komentarze i w ogóle. Byłam z nimi na bieżąco (gdy szłaś do dentysty!), ale walczę z licencjatem i staram się jakoś odgrodzić blogosferkę od siebie, ale cholernie źle mi z tym, kiedy nie odpisuje na nie zbyt długo.
      pozdrówkam <3

      Usuń
  7. Stan na 21.09.
    IX. -10%.
    Jest "minus dziesięć procent" XD

    A tak w ogóle, to wiesz, że oczekuję i Twój licencjat mam w głębokim poważaniu? XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIGDY TAK NA TO NIE PATRZYŁAM, SERIO. Rozjebałaś mnie. XDD
      Wiem. Ja też. Buzi

      Usuń
    2. Jest minus 50%. Adriemmer ogarnij i dawaj notkę, bo ten Twój zapis to nawet już sensu fizycznego nie ma XD
      (ILE MOŻNA CZEKAĆ? :P)

      Pzdr 600/900
      Konan :P

      Usuń
    3. Dobra, zaraz siądnę, jeny

      Usuń